# 178
Po spotkaniu z dawno niewidzianym kolegą stwierdzam, że nie potrafię odpowiedzieć na pytanie "co słychać". To zabawne, jak inni ludzie (określani przez szczęśliwszych w tej kwestii ode mnie mianem rodziny) potrafią zatruć mi myśli kilkoma głupimi zdaniami. No więc właściwie nie wiem, co w mojej sytuacji myśleć. Dopóki jestem sama ze sobą, zajęta, dopóki pracuję, uczę się, jem, piorę, sprzątam, aerobikuję, robię zakupy, siedzę na wykładach - jest dobrze. Tak na czwórkę dobrze.
Wystarczy, że pojadę odebrać pocztę i przez te 5 minut mam kontakt z babcią, z matką, z tamtym domem i jego niezdrowym klimatem... To dziwne, zawsze jakoś tak stabilnie się czułam, teraz to zupełnie nowa jakość. Może to jakieś objawy choroby popromiennej po uwolnieniu się z toksycznego związku.
Muszę google zapytać, google wie wszystko.
Z innej beczki: pomyliłam dzisiaj drzwi do bramy. Zorientowałam się dopiero przed moim-nie moimi drzwiami, dobrze że nie zaczęłam w nich kluczem wiercić, dopiero by się ktoś zdziwił. Już winda wydała mi się podejrzanie inna, ostatecznie zorientowałam się po braku chabazia na korytarzu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz